Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czosnek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czosnek. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia 2016

Jeszcze więcej smaku, czyli pieczony czosnek


To będzie błyskawiczne. Kolejny, po olejach smakowych, dodatek w kuchni, którego lubię używać. Pomysł wzięłam z książki Kitchen Confidential - autorstwa mojego ulubionego szefa kuchni/pisarza/podróznika/dekadenta - Anthony'ego Bourdaina.

Potrzebne:
5 główek czosnku
3 łyżki oliwy z oliwek

Obieram ząbki czosnku i mieszam z oliwą. Przekładam do żaroodpornego naczynia i zapiekam w nagrzanym do 200 stopni piekarniku, aż do momentu, w którym ząbki nabiorą ciemnozłotej barwy. W tym czasie przerzucam je dwukrotnie, by upiekły się bardziej równomiernie.

Czosnek pieczony ma delikatniejszy i zarazem słodszy smak, niż surowy. Oba rodzaje można łączyć w sosach i zapiekankach - będą się nieźle komponowały. Wystarczy do tego jeden ząbek.

3 sierpnia 2012

Hummus, hummus, hummus!


Co robisz, widząc w supermarkecie ponad 400 g ciecierzycy po 3 złote? Z determinacją rzucasz się na regał i wychodzisz z trzema słoikami.
A potem w domu robisz hummus, równocześnie zastanawiając się, do czego posłużą pozostałe dwa słoiki. Nikt przecież nie powiedział, że na każdą okazję od razu trzeba mieć pomysł. ;)

Ale, jakkolwiek fajnie się zaczęło, nie cały dzień był kolorowy. Spalił mi się blender. To dlatego efekty wczorajszej pracy w kuchni nie są tak gładkie, jak powinny.

Tyle tytułem wstępu. Teraz po prostu: hummusowe wariacje. 

Podstawa:
420 g ciecierzycy
3 ząbki czosnku
1/2 łyżki soli
2 łyżki oliwy z oliwek
4 łyżki soku z cytryny 

Z papryką:
1/2 zgrillowanej lub zapieczonej czerwonej papryki
1/3 łyżeczk1 pieprzu cayenne
1 łyżeczka posiekanej świeżej chili
1/2 łyżki tahini

Z żurawiną:
1/2 szklanki żurawiny (świeżej lub suszonej)
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1/2 łyżki tahini

Tahini - masło sezamowe. Można zastąpić orzechowym.

Ziołowo-czosnkowy:
5 ząbków zapieczonego czosnku
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka świeżej kolendry
1 łyżeczka natki pietruszki
kilka listków mięty

Odsączam ciecierzycę, zostawiając część płynu. Dodaję do niej wszystkie składniki na podstawę i łączę za pomocą blendera w gładką masę. W razie potrzeby dodaję trochę pozostałego z ciecierzycy płynu, jeśli hummus wyjdzie zbyt suchy lub gęsty.

Paprykę i czosnek albo grilluję, albo zapiekam w piekarniku (w ok. 190 stopniach). Zioła siekam drobno. Potem każdy dodatek smakowy miksuję blenderem i łączę z podzielonym na trzy części hummusem, aż masa nabierze koloru i gładkości.

Na koniec:
Dla dodatkowego smaku skrapiam delikatnie oliwą z oliwek. Polecam też natkę pietruszki lub inne świeże zioła do posypania.


A skoro hummus, to (ponownie u mnie) akcja TVcreem i "Przyjaciele" z gościnnym udziałem przystojnych lekarzy z "Ostrego dyżuru". God bless the chickpea!

20 marca 2012

Parmezanki



Czy istnieje jakaś specjalna nazwa dla ciasta drożdżowego, którego nie trzeba szaleńczo wyrabiać przez kilka minut? Nieugniatane, lejące, niewyrabialne? Nie wiem. ;) Nie samą jednak nomenklaturą kuchnia stoi. Ważne, żeby coś zrobić i żeby smakowało. A parmezanki (to akurat mój pomysł, tak na szybko) smakują. I to jak! 

Szef John ponownie moją inspiracją.

Ciasto:
1 opakowanie suchych drożdży
1 szklanka letniej wody
1/3 szklanki letniego mleka
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
1 jajko
2 łyżki oliwy z oliwek
mąka pszenna

Nadzienie:
tarty parmezan
5 ząbków czosnku
3 łyżki masła
1 mały filecik anchois
czarny, świeżo mielony pieprz
bazylia

Do tego:
olej (najlepiej w spreju)

W dużej misce robię zaczyn z całego opakowania drożdży, mleka, wody i 1,5 szklanki mąki. Po raz kolejny wykorzystuję piekarnik jako "inkubator", tak jak w tym przepisie. Wstawiam przykrytą wilgotną ściereczką miskę na 20 minut. Po tym czasie dodaję do wyrośniętego zaczynu jajko, sól i oliwę. Delikatnie mieszam, używając szpatułki silikonowej.

Stopniowo dosypuję mąkę, mniej więcej po pół szklanki na raz. Aż do momentu, gdy ciasto będzie odchodziło od brzegów miski, ale nadal pozostanie lekko klejące. 

Dlatego nie podałam dokładnej miary mąki. Wolę to robić "na oko".

Wstawiam miskę ponownie do "inkubatora", tym razem na 1-1,5 h.

Na małej patelni, na średnim ogniu rozpuszczam masło. Dorzucam starty czosnek, anchois i pieprz. Podsmażam, cały czas mieszając, po czym odstawiam do wystygnięcia.

Kiedy ciasto wyrośnie, delikatnie podważam je w misce, by uszło z niego powietrze. Wykładam potem na stolnicę, bardzo obficie obsypaną mąką. Formuję prostokąt (jeszcze podsypując mąką), który powinien mieć mniej więcej 1 centymetr grubości.

Smaruję ciasto przygotowanym masłem, a potem na całej powierzchni obsypuję grubą warstwą parmezanu, zostawiając ok 1 centymetra przy brzegach, oraz bazylią. Zaczynam zawijać ciasto wzdłuż dłuższego boku. Kroję rulon na kilkucentymetrowe kawałki, które delikatnie (parmezan jeszcze będzie się "sypał") układam na natłuszczonej blasze. Stawiam na 15 minut na kuchence, by podrosły sobie odrobinę w bijącym od piekarnika cieple.

Piekę 23 minuty w nagrzanym do 190 stopni piekarniku. 


8 lutego 2012

Tagliatelle ze szpinakiem i serem gorgonzola

Połączenie szpinaku i śmietany zawsze działa. Dorzucenie do tych dwóch składników z serem gorgonzola zapewne nie jest niczym oryginalnym, ale na pewno jest czymś wyjątkowo przepysznym. Do tego jest to danie wyjątkowo szybkie w przygotowaniu. Nic, tylko nastawiać wodę i zabierać się za gotowanie.

Potrzebne:
500g makaronu tagliatelle
odrobina oliwy 

Sos:
400g świeżego szpinaku
300g sera gorgonzola
400ml śmietany 18%
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła
sól, pieprz, 
gałka muszkatołowa, 
imbir

Nastawiam wodę na makaron. Tak samo, jak w przypadku spaghetti z pomidorami, makaron wolę mieć "na poczekaniu". Kiedy woda grzeje się w dużym garnku, płuczę i oczyszczam szpinak z uszkodzonych czy zwiędłych listków i ogonków. 

W tym wypadku nie blanszowałam szpinaku, chyba jednak jestem zbyt leniwa. Rzuciłam go od razu na patelnię, na średni ogień, gdzie poddusił się pod przykryciem i znacznie zmniejszył objętość. Dolewam wtedy 2/3 z przygotowanej śmietany, masło, dorzucam wyciśnięty przez praskę czosnek, mieszam dokładnie i zostawiam na kilka minut pod przykryciem. W międzyczasie makaron ląduje w osolonym wrzątku. 

Nie hartuję makaronu po gotowaniu, ale, by uniknąć zbytniego sklejania się, już po odsączeniu dolewam łyżeczkę oliwy i chwilę obracam garnkiem. No i zakochałam się w garnku do makaronu mojej mamy. Niewielkie dziurki w pokrywce i wypustki, które blokują ją w garnku, robią dużą różnicę. Dwa razy mniej roboty, nie tylko przy gotowaniu, ale i przy zmywaniu.

Resztę śmietany, przyprawy i cały ser dorzucam na patelnię i mieszam, dopóki gorgonzola się nie rozpuści. Czekam aż sos dobrze zgęstnieje, jeśli trzeba - trochę doprawiam, po czym zalewam całością niehartowany makaron w garnku. Mieszam energicznie do momentu, kiedy cała góra tagliatelle zostanie równomiernie otoczona obłędną szpinakowo-serową masą. 

Do odgrzania:
Jeśli po obiedzie zostanie kilka porcji, a z reguły dzieje się tak, kiedy gotujesz całe opakowanie makaronu na trzy-cztery osoby, można popuścić wodze fantazji. Dodaję na przykład porwanej na kawałeczki surowej szynki i ziaren słonecznika, który jest jednym z moich ulubionych dodatków do szpinaku.

6 lutego 2012

Włoskie smaki

 Tydzień temu powróciłam z tygodniowej wycieczki po Włoszech, potem za to pochłonęło mnie rozpamiętywanie niesamowitych smaków, na jakie tam się skusiłam. Jak wiadomo, Włosi kochają jedzenie, co podzielam z pełnym entuzjazmem. Co innego można było zatem robić w północnej Lombardii, jak nie kosztować, kosztować i jeszcze raz kosztować? Zwiedzać, rzecz jasna. Ale, zupełnie bezwstydnie, przyznam się, że spożywanie było moim priorytetem. 

Moja miłość do surowych wędlin mogła rozkwitnąć tam w pełni, z tymi wszystkimi rodzajami, dostępnymi zarówno w opakowaniu, jak i prosto z krajalnicy. I chociaż prosciutto di parma jest prawie tak samo drogie, jak u nas, to inne gatunki - cappa na przykład, pozostają w zasięgu każdego przeciętnego smakosza.

Rozsmakowałam się też w serach. Gorgonzola podeszła mi wyjątkowo (i pojawi się już niedługo w przepisie), chociaż wcześniej nie byłam jakąś wielką fanką serów pleśniowych. Przywiozłam też sobie ser scamorza, zatopiony w wosku. Dziwnym nie powinno być to, że pozostało po nim teraz tylko wspomnienie. Mozarella dalej zostaje serem, który omijam z daleka, za to nauczyłam się eksperymentować w serem feta, dodając go do zapiekanek. Nie robiłam tego wcześniej, ale wiem teraz już, że omijało mnie dużo.

Dawno temu miałam etap, gdzie śniadanie składało się z kawałków zrumienionej bagietki, nacieranych czosnkiem i pomidorem. I kiedy pierwszy raz jadłyśmy bruschettę, to od razu zrobiłam to samo, czasami zastępując pomidora masłem i startym serem. Focaccia prosto z piekarnika, przełożona suszonymi pomidorami w oliwie, serem i prosciutto crudo była świetną przekąską popołudniową. 

Jak mawia moja mama, Włosi zrobią wszystko, by ułatwić sobie życie. Ja w pełni popieram taką filozofię życiową. Chciałabym bardzo, żeby u nas na półce w sklepie stał kartonik 250ml, w którym znajduje się białe lub czerwone wino do gotowania. Oszczędziłoby mi to marudzenia nad kupnem całej butelki, kiedy potrzeba mi tylko 1/4 z niej. A może gdzieś jest, tylko nie rozglądałam się zbyt dobrze? Cieszyła mnie za to świeżość produktów. Kupiony w wielkim worku szpinak był tak świeży, że chrupał pod palcami, gdy go wyciągałam. Pomarańcze i mandarynki pachniały obłędnie, były słodkie i orzeźwiające. Oraz, co najcudowniejsze w tym wszystkim, miały jeszcze listki!

Lekko przykurzona caffetiera, stojąca w domu na lodówce, wróciła do łask. Od powrotu bowiem nie piję innej kawy, jak tylko espresso. Rozpuszczalna kawa długo (jeśli w ogóle) nie będzie wchodziła w grę. Przywiozłam górę makaronów w różnych fantazyjnych kształtach: conchiglle rigate, annelini, garganelli. Mączkę do robienia gnocchi także mam. Wbrew obawom mamy, mam zamiar zabrać się za nie i wyjść z tego obronną ręką. Tak, mam troszkę ambitnych planów.

Przy poprzedniej wizycie w Italii, oczywiście, poszliśmy na pizzę do bardzo klimatycznej restauracji w wyłożonej cegłą piwnicy, gdzie z naszego stolika widzieliśmy wielkie kamienne piece, w których wypiekano podawane dania. To jednak była jedyna rzecz, która mi się tam podobała, ponieważ pizza, jaką otrzymałam była niezbyt smaczna, ser zdążył ostygnąć, a serwowane na niej oliwki miały w sobie pestki i odstawały od cienkiego ciasta, jak uszy Jerzego Urbana. Tym razem pizza ponownie stała się bohaterką ostatniego dnia pobytu. W zupełnie innym miejscu, w ristorante z oszkloną salą i widokiem na jezioro i wieczorne światła miasta. I chociaż nie byłam specjalnie głodna, to swoją pizzę zjadłam w całości i z wielkim smakiem.

Program kulinarny Roberta Makłowicza ma w czołówce kilka walizek przejeżdżających na lotnisku przez kontrolę zawartości, gdzie w środku widać banana, kiełbasę i inne smakołyki. Celnicy na lotnisku w Bergamo zobaczyli u mnie to samo. No bo jak można było opuścić Włochy bez zaopatrzenia?

17 stycznia 2012

Ryba czosnkowa


 Wybór ryby w tym wypadku zależy tylko od upodobań. Osobiście będzie mi pod tą postacią smakowało wszystko, poza pangą, ale do tej ryby nie mogę przekonać się w ogóle. Ostatnio w rankingu przoduje u mnie dorsz grenlandzki (czarniak).
Potrzebne:
4 filety ryby morskiej
5 ząbków czosnku
3 łyżki masła
sól morska, pieprz czarny

Opcjonalnie:
łyżeczka słodkiej papryki

Filety obsypuję (obficie!) solą morską i pieprzem (+ papryką). Układam na folii aluminiowej (każdy filet na osobnym kawałku) i obkładam pokrojonym w plasterki czosnkiem i równo rozdysponowanym masłem. Zawijam i chowam do lodówki na pół godziny, by się "przegryzło".

Papryki używam robiąc wersję delikatniejszą. Wtedy daję też dwa ząbki czosnku mniej.

Piekarnik nastawiam na 200 stopni i w tej temperaturze piekę rybę przez 25 minut. Folii jednak nie zawijam zbyt szczelnie, by para wodna mogła spokojnie uciekać. Po 20 minutach, rozwijam folię i ściągam czosnek, by filety lekko zrumieniły się przez ostatnie 5 minut.

Zwykle podaję je z warzywami przygotowanymi na parze, jako prawdziwie zdrowe danie. Ale spokojnie pasują do niego mniej zdrowe dodatki.

16 stycznia 2012

Szybki makaron z pomidorami i czosnkiem

 
Natknęłam się ostatnio na suszone pomidory koktajlowe w supermarkecie i postanowiłam od razu je nabyć, tak na wszelki wypadek. Jak się okazało, nadały się idealnie na pierwsze danie do mojej pierwszej durszlakowej akcji (Jadłodajnia studencka II), bo wykonanie tego niesamowicie smacznego obiadu zajęło mi ledwo 15 minut.

Potrzebne:
1 op. makaronu spaghetti
200 g suszonych pomidorków koktajlowych
5-6 ząbków czosnku
oliwa z oliwek (może być smakowa - z rozmarynem np.)
bazylia
pieprz i sól

Gotuję makaron w największym garnku, a wodę solę dopiero po zagotowaniu (dwie łyżki). Zawsze gotuję minutę krócej, niż stoi na opakowaniu. Bez hartowania! Nie wypłukany ze skrobi makaron dojdzie sobie spokojnie na patelni z sosem.

W przypadku makaronów z sosami na bazie oliwy, wolę najpierw ugotować i odcedzić makaron, by mieć go w gotowości. Ale już sos boloński i jemu podobne zawsze robię wcześniej i zostawiam, żeby sobie "poczekały".

W międzyczasie rozgrzewam dużą ilość oliwy na patelni i wrzucam na nią pomidorki, które wcześniej moczyłam jakieś 10 minut w letniej wodzie. Zmniejszam ogień, dodaję pokrojony w cienkie plasterki czosnek i dosłownie chwilę przed tym, aż się zezłoci, dorzucam makaron, świeżo zmielony pieprz i bazylię. Zostawiam na ogniu jeszcze dwie minuty, ciągle mieszając. Czosnek nie może się przypalić, bo zgorzknieje.

Po przełożeniu na talerz posypuję drobno startym serem.

14 stycznia 2012

Domowe oleje aromatyzowane


 Oliwy i oleje aromatyzowane nauczyłam się robić od Nigelli i wykorzystuję regularnie przy gotowaniu. Z jej książki ("Nigella ekspresowo") wzięłam standardowy przepis na oliwę czosnkową i chili oraz olej do woka. Oliwa z pomidorami powstała, bo miałam ostatnie kawałeczki pomidorów przywiezionych z Włoch. Oliwy z ziołami robię głównie na wiosnę i w lecie, kiedy mój zielnik rozrasta się w najlepsze.

Wiem, że Nigella używała oliwy z oliwek, ale to zmieniłam, bo nie lubię smażyć na czystej oliwie. Dlatego wypróbowałam Oliwiera i muszę stwierdzić, że sprawdza się świetnie.

Podstawa:
0,5 l Oliwiera
lub
0,75 l oleju słonecznikowego
(tylko do oleju z woka)

Oliwa czosnkowa
5 ząbków czosnku, przekrojonych na pół

Oliwa z suszonymi pomidorami
ok. 5 kawałków suszonych pomidorów

Oliwa chili 
3 pokrojone w plasterki papryczki chili

Oliwa z tymiankiem
2 gałązki tymianku zwykłego
1 gałązka tymianku cytrynowego
kilka ziarenek czarnego pieprzu

Oliwa rozmarynowa
3 gałązki rozmarynu
2 ząbki czosnku

Olej do woka
4 ząbki czosnku
60 ml oleju sezamowego
1/2 pokrojonej papryczki chili
ok. 5 cm kawałek imbiru obrany i pokrojony w plasterki

Zwykle nie robię wszystkich na raz, aktualnie używam czosnkowej, pomidorowej i resztek tymiankowej. Jako, że oliwa czosnkowa schodzi w mojej kuchni najszybciej, robię cały litr na zapas, wrzucając ząbki czosnku (podwójną porcję) prosto do zakupionej butelki i odstawiam. Każda mikstura spędza dwa dni w zacienionym miejscu, gdzie nabiera aromatu. Po tym czasie przelewam je do osobnych szklanych butelek, odcedzając przy okazji dodatki.

Praktyczne zastosowanie któregoś?
Makaron tagiatelle z wędzonym łososiem i bazylią, usmażonymi na oliwie pomidorowej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...