26 marca 2014

HELIO Natura: morele, śliwki i rodzynki (ocena)


Moja pierwsza próbka!

Przyszła wiosna. Uznałam zatem, że pora zacząć ogarniać z powrotem wszystko, co tworzę w internecie, i nadać temu potrzebną mi tak bardzo systematyczność. Nie za bardzo jednak wiedziałam, za co zabrać się w przypadku AA. I wtedy zaoferowano mi wypróbowanie produktów firmy HELIO. Rychło w czas.

HELIO Natura to linia produktów ze stuprocentowym wskaźnikiem zdrowia. Te nisko przetworzone produkty odpowiednie są dla alergików i nie zawierają konserwantów. Z informacji na opakowaniu wynika, że są nie tylko pyszne, ale też w 100% naturalne i wyjątkowo zdrowe. Wszystko wygląda ślicznie i kolorowo, ale dostałam ten zestaw po to, żeby przekonać się (i innych też) czy jest tak na pewno.


Zdziwiła mnie bardzo ciemna barwa. Producent jednak zapewnia, że ta barwa to sama natura i tak powinna wyglądać ususzona morelka. Nie mam nic przeciwko. Smakuje bardzo dobrze - nie jest przesadnie słodka. Można na spokojnie zjeść pół paczki owoców i nie zasłodzić się nimi. Nie trafiłam na żadną przesuszoną czy twardą sztukę. Jeżeli ktoś zajada suszone owoce na kolację, albo na śniadanie z płatkami i mlekiem, to te morele będę do tego idealne.


 Zawsze lubiłam podjadać rodzynki prosto z paczki. Oczywiście, że najlepiej będą smakowały już odpowiednio przygotowane, ale na świeżo też mogą służyć za świetną przekąskę. Niestety, sięganie do torebki z rodzynkami zwykle kończyło się chrzęszczącymi pod zębami zasuszonymi nasionkami, a nawet gałązkami jeszcze trzymającymi się owoców. Nie natrafiłam na żadną z powyższych wad w przypadku rodzynków od HELIO. Są miękkie, soczyste i maja ładną barwę. W kontraście do słodyczy wyczułam też odrobinę kwaskowatości. Nie mogę się doczekać, aż machnę na nich jakiś sernik.


Ostatni produkt z zestawu i zdecydowanie najlepszy. Prawie czarne w barwie śliwki są w środku tak miękkie, że wydało mi się jakbym jadła powidła. Są przyjemnie kwaskowate i niemal aksamitne. Dzięki odpowiedniemu opakowaniu zachowały kształt i nie posklejały się ze sobą, może poza kilkoma sztukami. Zdążyłam wypróbować je już w jednym przepisie (który niedługo się pojawi) i muszę powiedzieć, że na ciepło smakują jeszcze lepiej.

Wszystkie produkty jak najbardziej na plus. Wszystkie w ładnych, wygodnych do otwarcia opakowaniach strunowych. Nie mam właściwie czego się przyczepić. ;)

11 lutego 2013

Siostrzany gulasz (Sister's Stew)


Ostatnie kilka tygodni robię maślane oczy do wydanej w zeszłym roku książki kucharskiej, w której zebrano przepisy inspirowane "Pieśnią lodu i ognia" George'a R. R. Martina. 

Planuję nabyć ją i dumnie prezentować wszystkim, ale na razie radzę sobie z przepisami branymi z bloga. Do tej pory na warsztat brałam wypieki - cytrynowe ciastka i bułki owsiane. Jednak przy powtórce "Tańca ze smokami" uznałam, że czas na coś wytrawnego. Kto czytał tę część, wie, że ślinka sama ciekła, gdy czytało się o rybnej potrawce,serwowanej na drobnej skalistej wysepce.

To pierwsze podejście, ale nie mogłam oprzeć się kilku drobnym zmianom. 
Trochę ryzykowałam, ale chyba warto było. :)

Potrzebne:
2 średnie marchewki
1 duży por
1/2 białej cebuli
3 ziemniaki
1/4 selera
1/2 białej rzepy
2 ząbki czosnku 
300 g mięsa z małży
100 g mięsa z kalmarów
400 g świeżego filetu z dorsza
80 g kaszy jęczmiennej
80 g soczewicy
120 g masła

2 łyżki oliwy czosnkowej
250 ml śmietany 16 %)
80 ml sosu rybnego
130 ml białego wina
3 szklanki wody
3 gałązki świeżego tymianku
szafran
sól i pieprz

Warzywa obieram i kroję w kostkę lub paski. Przygotowuję też dorsza, oczyszczając go z ości.

Rozgrzewam oliwę na średnim ogniu i wrzucam do garnka warzywa. Podsmażam przez kilka minut, aż por i cebula nabiorą szklistości, a potem dodaję przepłukaną kaszę jęczmienną i soczewicę i zgnieciony czosnek. Mieszam nieprzerwanie przez dwie minuty. Dodaję wino i mieszam nadal, czekając aż prawie kompletnie odparuje. 

Dodaję wodę, sos rybny i tymianek. Doprowadzam do wrzenia i zmniejszam ogień. Zostawiam pod przykryciem na ok. 45 minut. Mieszam co kilka minut, zapobiegając przywarciu potrawy do garnka.

W misce hartuję śmietanę kilkoma łyżkami gorącego sosu i przelewam ją do garnka. Dodaję pokruszony szafran i masło, a także mięso z ryby oraz owoce morza. Doprawiam do smaku solą i pieprzem. Zostawiam na wolnym ogniu na kolejne kilka minut.

Książka mówi o użyciu wydrążonego bochenka ciemnego chleba. Inni, którzy skorzystali z przepisu z Inn At The Crossroads, wypróbowywali tę metodę. Na mnie jeszcze przyjdzie pora, bo na pewno ponownie przyrządzę kiedyś gulasz z Trzech Sióstr.


I jeszcze akcja z Filozofii Smaku:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...